k0t1korwx
Iroha nie szukała niczego niezwykłego - opuszczone miejsca były dla niej tylko ucieczką od codzienności. Cisza, kurz i puste ściany zawsze działały kojąco.
Do czasu.
Podczas jednej z samotnych wypraw słyszy coś, czego nie powinna. Głos. Cichy, znajomy... jakby ktoś wołał ją po imieniu.
Rozsądek mówi, żeby zawrócić.
Ale ciekawość wygrywa.
Iroha podąża za szeptem głębiej w ruiny - tam, gdzie światło już nie sięga, a echo przestaje odpowiadać.
I wtedy... znika.
Po niej zostaje tylko jedno nagranie. I pytanie:
czy to ona znalazła to miejsce... czy to miejsce znalazło ją?